Przejdź do głównej zawartości

Czego nam tutaj brakuje...czyli historia pewnego haczyka!

Żeby nie było, że ta Ameryka taka wspaniała mlekiem i miodem ociekająca...

Czasami zdarzy się tak, że trochę rzeczy nas tutaj denerwuje, albo wiemy, że coś w Polsce lepiej jest rozwiązane (telefony, internet, bankowość) i wtedy tęsknimy za tym łatwiejszym życiem jakie mieliśmy w ojczyźnie :)

Czego nam najbardziej brakuje?
Oczywiście przyjaciół i rodziny, którą zostawiliśmy, ale to jest konsekwencja naszej decyzji. Nie żałujemy, że się tutaj przeprowadziliśmy, ale po prostu od czasu do czasu człowiek zatęskni za tymi znajomymi twarzami. Tak to już w życiu jest...

Ale wracając do tutejszego codziennego życia, to zdarza się nam tęsknić za niektórymi dobrami :)
Wyobrażacie sobie, że woda gazowana jest tutaj wielkim rarytasem :) Jeszcze do niedawna była zupełnie niedostępna w sklepach, a teraz jeśli dobrze zauważyłam jest tylko jedna lub dwie marki takiej wody. Ludzie mają w domach specjalne urządzenia (nie! nie wyglądają jak nasze stare PRL-owskie saturatory), którymi sami robią gazowaną wodę:) Jest nabój, buteleczka i... jeśli masz takie marzenie, to barwniki smakowe - można więc zrobić sobie oranżadę :)
Ogromnie nas to zaskoczyło, bo nawet przez myśl nam nie przeszło, że półki w polskim sklepie uginające się od ogromu butelek wody gazowanej, ba! mineralizowanej, z różną zawartością sodu, magnezu, czy innych jonów i czego tam jeszcze sobie dusza zapragnie są naszym dobrem narodowym :) Nieźle, nie?

Inną rzeczą, którą ciężko jest dostać to zwykłe lody - mam na myśli takie, które nie są w ilościach hurtowych!!! OK, kupisz pojedyncze lody, gdzieś przy jakiś gift shop, albo w typowo turystycznych miejscach, ale my mamy problem, żeby znaleźć sklep z lodówką, żeby nie było w kartonie 4, 6, 10, 12, czy nawet 24 sztuk lodów!!! Wszystkie najbliższe markety oferują ilości niemalże przemysłowe. Jest to wygodne jeśli planujesz zabrać taką paczkę do domu, ale jak jesteś na spacerze (no tak, kto w USA spaceruje? przecież tutaj wszędzie się jeździ samochodem), to masz problem, żeby kupić sobie jednego loda. Substytutem lodziarni są sklepy z frozen yogurt - smaczny, mrożony jogurt o różnych smakach z dodatkami według własnego uznania :) a wszystko to na wagę! Smaczne i pewnie zdrowsze, ale mimo wszystko czasami tęskni się nam za tymi typowymi lodami z budki, gałkowanymi sprzedawanymi gdzieś na rogu placu.

Zwróciliście uwagę, że w amerykańskich filmach jeśli ktoś robi notatki w zeszycie to kartka jest w linie? W Stanach nie ma zeszytów (notatników) w kratkę! Możesz kupić zeszyt o różnym kolorze kartek - żółte, niebieskie, różowe, białe, ale będzie to zawsze zeszyt w linie! Żeby znaleźć coś w kratkę trzeba się pewnie nieźle natrudzić (nigdy nie pokusiliśmy się o postawienie sobie takiego wyzwania). Może gdzieś jest jakiś sklep, który sprzedaje taki asortyment, ale w każdym papierniczym dziale, jaki do tej pory odwiedziliśmy, nie spotkaliśmy się z notatnikiem w kratkę.

Amerykanie strasznie dążą do ułatwiania sobie życia, chwilami aż przesadnie, ale kto komu zabroni w wolnym kraju. Jak mocno sobie ułatwili życie przekonaliśmy się, gdy postanowiliśmy sami zrobić półki do pokoju naszego dziecka. Projekt prosty, nie wymagający zbyt dużej wiedzy, bardziej zdolności manualnych. Pech chciał, że postanowiliśmy te półki, jak to zwykle z półkami bywa, zawiesić na ścianie. Potrzebowaliśmy haczyków/zawieszek :] Szybka wyprawa do Home Depot i....klops...szukamy, tłumaczymy obsłudze czego poszukujemy i nikt nam nie potrafi pomóc. Mają gotowe zestawy do montowania na ścianie półek (i tu objawiło się wygodnictwo amerykanów do upraszczania wszystkiego), ale zupełnie nie nadające się do tego typu mebla, który stworzyliśmy. W którymś momencie zebrała się zaciekawiona grupka osób (pracowników) chcących strasznie dowiedzieć się cóż to za produkt jest nam potrzebny i oni go nie mają...
Internet...dobrze, że istnieją zakupy przez internet, bo chyba na sznurkach wieszalibyśmy te półki u młodego w pokoju:)

Poszukiwaliśmy zawieszek tego typu -(obrazek skopiowany z tej strony)



Jeśli chodzi o produkty spożywcze to długo by można wymieniać jakie cuda są tutaj dostępne (bekonowa czekolada, yhy! - BEKONOWA), a których nie ma w Polsce (i całe szczęście co do niektórych produktów). Ale jak jest, gdy zrobimy porównanie w drugim kierunku? Pomijam fakt jakości jedzenia, czy walorów smakowych, bo to są gusta i guściki no i kwestia rozpieszczenia podniebienia. Czego nam najbardziej brakuje? Białego twarogu! Taka zwykła kosteczka białego twarogu, co go można ze szczypiorkiem i rzodkieweczką zjeść na pysznej kanapeczce, najlepiej jeszcze świeżej ze smacznym masełkiem. Nie ma w sklepie twarogu!!! Biały twaróg można kupić w Kanadzie w Walmart, ale tutaj jest on dostępny jedynie w ukraińskim (i być może w polskim sklepie w Seattle - za daleko, żeby jeździć za jednym twarogiem), ale jest on troszkę inny od tego, który jest dostępny w polskich sklepach. Na szczęście produkcja twarogu nie jest złożona i raz na jakiś czas robimy go sobie sami:) Wymaga to kilku dni i chwili pracy, ale jest:) Nie da się jednak wyskoczyć na chwilę do sklepu po twarożek.
Kolejny produkt to jogurty. Na szczęście są dostępne, ale większość tutejszych jogurtów ma ogromną ilość cukru...poza tym nie ma takiej różnorodności jeśli chodzi o smaki, konsystencje i rodzaje. Tak, za niektórymi jogurtami też tęsknimy...
Nikogo chyba nie zaskoczę jeśli napiszę, że polski chleb jest jednym z najlepszych i najsmaczniejszych. Nie jadam dużo chleba, właściwie okazjonalnie, ale każdy kto kiedykolwiek był za granicą wie, że chleb typu polskiego nie występuje poza granicami kraju (na zachód). Chyba, że jest sprowadzony lub specjalnie pieczony na miejscu. Tak to nie ma i już! Trzeba się często zapychać paskudnym chlebem tostowym, albo wyszukiwać sklepów ze zdrową żywnością, gdzie czasami znajdzie się coś smacznego do chleba podobnego (dla Polaków z USA, którzy to czytają polecam chleb z quinoa sprzedawany w Whole Foods - chyba najlepszy jaki do tej pory znalazłam). Czasami brakuje nam więc tego pachnącego ciepłego bochenka...najlepiej z tym twarożkiem...mmmm.....


A jak jest z produktami przemysłowymi? Z nimi też jest czasami bywa inaczej. Na przykład taki czajnik elektryczny - w polskim sklepie z AGD do wyboru, do koloru, taki i owaki, plastikowy, metalowy...cuda wianki...tutaj, też są oczywiście czajniki, ALE...
1. największą popularnością cieszą się te oczywiście stainless steel, a jakże! Tworzywo sztuczne (akurat uważam, że słusznie) uważane jest za wielkie zło, więc mamy już troszkę zawężony asortyment, co do dostępności tego sprzętu, bo ten plastikowy, który jest na rynku ciągnie chińszczyzną,
2. magiczne słowo stainless steel sprawia, że mamy do czynienia z nietuzinkowym produktem, a więc i cena musi być odpowiednio wyższa (czasami nawet $80),
3. Dostępne są również czajniki szklane, podświetlane oraz produkty do podgrzewania wody, ale nie będące czajnikami z nazwy.
Podsumowując - jak przyszło co do czego i poszukiwaliśmy czajnika, to się okazało, że tak naprawdę są dwa, góra trzy modele - reszta nie cieszyła się dobrymi opiniami, albo właśnie cena sprawiała, że myśleliśmy o chałupniczej metodzie podgrzewania wody - kabelek, gniazdko, żyletka ;) - żartuję oczywiście, ale nie pamiętam żebym w Polsce musiała się tak namęczyć i naszukać zwykłego czajnika. 
Podobnie z żelazkiem...rozwiązanie na szczęście przyszło szybko samo...nie prasuję i dobrze mi z tym!!!  - ciuchy po wyjęciu z suszarki często nie wymagają prasowania :)

Pewnie jeszcze jest kilka rzeczy za którymi tęsknimy, ale w tym momencie nie przychodzą mi one do głowy.

Ot i taka ta Ameryka inna!

aaaa! i nie ma tak popularnych w Polsce kinder niespodzianek (nie tęsknimy za nimi). Ich sprzedaż tutaj jest zakazana ze względu na ryzyko zakrztuszenia się dzieci małymi elementami zabawki.

p.s. wybaczcie opóźnienia w postach, ale ta pogoda...zdecydowanie nie sprzyja siedzeniu przy komputerze.












Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O co chodzi z tym życiem na kredyt w Ameryce?

Przed wyjazdem do Stanów założyliśmy sobie konta walutowe w kantorze Alior Banku. Było to wg. nas najlepsze konto dostępne na rynku, bo przede wszystkim całkowicie bezpłatne. Skusiła nas też możliwość jednokrotnej w miesiącu bezpłatnej wypłaty w bankomacie oraz możliwość ustawiania przez internet zleceń na zakup waluty po zadanej wysokości kursu. Konto przydało się nam na samym początku pobytu, zanim jeszcze dotarliśmy do tutejszego banku. Nie musieliśmy dzięki temu wieźć pieniędzy w skarpecie i upychać ich w materacu :). I zdecydowanie nie! To nie jest reklama Alior Banku, ale podpowiedź dla tych, którzy się zastanawiają nad tym jak podróżować z walutą nie tylko do Stanów, ale i w inne miejsca. System bankowy w USA różni się zdecydowanie od tego w Europie i nie obrażając nikogo muszę napisać, że jest on daleko w tyle za tym europejskim.   Pierwszą różnicę widać już przy bankomacie - praktycznie każdy bankomat pobiera sobie prowizję od wypłaty w wysokości $1-3 w przypadku wypła

Pewna świąteczna tradycja, którą przenieślibyśmy do Polski

Czasami jest tak, że podróżując po różnych krajach staramy się znaleźć rzeczy, które przyciągają naszą uwagę i sprawiają, że się nimi zachwycamy do tego stopnia, że chętnie byśmy przenieśli taką rzecz/sytuację do naszego życia/miejsca zamieszkania. To chyba jeden z tych powodów dla których warto podróżować - poznawanie czegoś nowego. Naszą wyprowadzkę do Stanów, traktujemy czasami jak taka wielką podróż, długa podróżniczą przygodę :) Odkrywamy, poznajemy i się zachwycamy niektórymi rzeczami. Przejmujemy powoli kulturę amerykańską na różnych płaszczyznach naszego życia, starając się zachować naszą polską tożsamość. Dzięki takiemu łączeniu dwóch światów jesteśmy bogatsi kulturowo i świadomie przeżywamy wydarzenia zarówno polskie jak i amerykańskie. Staramy się przekazywać polską kulturę naszemu synowi, jednocześnie sami uczymy się też amerykańskiej ze względu na niego. Nasz syn ma podwójne obywatelstwo i pomimo,  że większość jego rodziny mieszka w Polsce, to jednak bliżej mu do tej ame

Dzikie mustangi, kaktusy i pustynia!

Z Dinosaur National Monument pojechaliśmy w stronę Colorado w kierunku drogi widokowej Hwy 139. Po drodze przejechaliśmy jeszcze przez miasteczko o ciekawej nazwie Dinosaur, gdzie większość ulic wzięła swoje nazwy od nazw dinozaurów. Miasteczko wygląda na takie, które czasy świetności ma już dawno za sobą. W różnych miejscach porozstawiane są figury dinozaurów, które kiedyś pewnie przyciągały turystów. Dzisiaj bardziej straszą, a właściwie nawet lepszym określeniem jest odstraszają ludzi. Pomalowane starą farbą, często odrapane, poobłupywane elementy - zdecydowanie nie jest to coś, co zachęca do zatrzymania się i spędzenia czasu w tym miejscu. Dinozaury obrazują smutny upadek miasteczka. Tego typu miejsca, to niestety częsty widok przy amerykańskich drogach. Opustoszałe, albo wymierające miasteczka to nieodłączny krajobraz samochodowych podróży po stanach. Droga Hwy 139 biegnie z północy na południe, albo w drugą stronę, w zależności w którą stronę jedziesz :) Zarówno trasa w dół mapy