Przejdź do głównej zawartości

O co chodzi z tym życiem na kredyt w Ameryce?

Przed wyjazdem do Stanów założyliśmy sobie konta walutowe w kantorze Alior Banku. Było to wg. nas najlepsze konto dostępne na rynku, bo przede wszystkim całkowicie bezpłatne. Skusiła nas też możliwość jednokrotnej w miesiącu bezpłatnej wypłaty w bankomacie oraz możliwość ustawiania przez internet zleceń na zakup waluty po zadanej wysokości kursu. Konto przydało się nam na samym początku pobytu, zanim jeszcze dotarliśmy do tutejszego banku. Nie musieliśmy dzięki temu wieźć pieniędzy w skarpecie i upychać ich w materacu :).
I zdecydowanie nie! To nie jest reklama Alior Banku, ale podpowiedź dla tych, którzy się zastanawiają nad tym jak podróżować z walutą nie tylko do Stanów, ale i w inne miejsca.

System bankowy w USA różni się zdecydowanie od tego w Europie i nie obrażając nikogo muszę napisać, że jest on daleko w tyle za tym europejskim.  
Pierwszą różnicę widać już przy bankomacie - praktycznie każdy bankomat pobiera sobie prowizję od wypłaty w wysokości $1-3 w przypadku wypłat z konta innego banku. Jest to dosyć istotne jeśli posługujesz się kartą z PL, gdzie często banki dodatkowo pobierają sobie prowizję od wypłat. Koszt wizyty w bankomacie może więc nas zaskoczyć mocno.
Kolejna różnica pomiędzy systemami, to taka, że wciąż są w obiegu czeki (do tej pory nie mam pojęcia jak się tym posługiwać, gdzie co i jak wypełnić, żeby było dobrze). Jakieś mam takie szczęście, że często trafiam w kolejce do kasy na starszą Panią, która płaci w ten sposób za swoje zakupy i spokojnie, dokładnie wypełnia wszystkie obowiązkowe pola blankietu, a cała kolejka cierpliwie na nią czeka włączając w to kasjera, który robi to dodatkowo z uśmiechem na ustach. Nikt nie wprowadza nerwowej atmosfery, żeby broń Boże nie zestresować poczciwej staruszki, bo się jeszcze kobieta pomyli i zabawa zacznie się na nowo:)
Inna mocno rażąca rzecz - dostęp do konta online - niby jest, ale jednak jakoś tak topornie działa. W Polsce dostęp do konta przez internet pozwala na bardzo wiele. Standardowo można wykonać bezpłatne przelewy, zmienić limity na kartach, zamówić można nową kartę itd. Tutaj, hmmm...co tutaj można zrobić przez internet? O! można popatrzeć na saldo na koncie, ustawić automatyczną płatność, spłacić kartę kredytową i zrobić przelew, który idzie kilka dni (tak dni!). Zamiast bankowości internetowej świetnie działa tutaj płatność telefoniczna. Praktycznie we wszystkich miejscach można płacić kartą kredytową, a jeśli chcesz za coś zapłacić bez ruszania się z domu, to zamiast wykonywać tak popularny w Polsce przelew przez internet, po prostu dzwonisz i podajesz dane swojej karty i już! Równie proste i wygodne.
Jeśli nie chcesz dzwonić, to bardzo często masz możliwość użycia systemu płatności PayPal, który właściwe zastąpił przelewy przez internet. Jednak i ten sposób wykorzystuje najczęściej kartę kredytową, więc nie jest to typowy przelew środków z konta na konto.

Budżet większości amerykańskich, ale i nie tylko, rodzin opiera się na kartach kredytowych. Mieszkając jeszcze w Polsce z różnych źródeł byliśmy zalewani informacjami jak to Amerykanie żyją na kredyt i tak naprawdę wszystko kupują tylko na kredyt. Po przyjeździe tutaj dowiedzieliśmy się dlaczego tak jest. Całe życie rodzice uczyli mnie, że jak nie mam na coś pieniędzy, to po prostu nie mogę sobie tego kupić, ewentualnie muszę kogoś przekonać (czytaj któregoś z rodziców) żeby mi to kupił. W Stanach nauczyłam się jeszcze czegoś innego. Pomimo, że stać mnie na zakup czegoś, lepiej jednak jest to kupić tak, jakby mnie nie było właśnie na to stać - na kredyt!

Dlaczego? 

Ponieważ pozwoli mi to budować tak bardzo ważny i potrzebny credit score. Budowanie historii kredytowej jest naprawdę nie lada wyzwaniem i wymaga sporo pracy i czasu. Możesz mieć pieniądze na koncie, a i tak jak przyjdzie do jakiś zakupów rzeczy/usług (np. wynajem mieszkania, zakup telefonu) okaże się, że nie możesz tego zrobić ze względu właśnie na credit score.

Po przyjeździe planowaliśmy wymianę naszych telefonów na nowe. Wydaje się banalnie proste - no bo co to za problem pójść do salonu, któregoś z operatorów, podpisać umowę, zapłacić i dostać nowy aparat telefoniczny? :] Tak jak pisałam już wcześniej - jak coś jest proste, to jednak tutaj nie zawsze takie jest...
W Stanach, przy podpisywaniu umowy abonenckiej, nie dostajesz aparatu tak jak w Polsce na własność, ale spłacasz go w ratach przez jakiś okres trwania umowy, a po tym czasie możesz się zdecydować, czy chcesz go sobie zatrzymać (i dopłacić resztę kwoty), czy chcesz wymienić aparat na jakiś inny model (taki leasing telefonu). Taka forma sprzedaży wymaga oczywiście uwiarygodnienia swojej uczciwości u operatora. BANG! Potrzebny jest credit score!
My chcieliśmy zrobić jeszcze prościej. Poszliśmy do salonu z zamiarem kupna telefonów płacąc za nie gotówką i oddzielnie podpisać umowy na samą usługę. Nie udało się! Nie udało się kupić telefonów za gotówkę!!!!!!! Znów potrzebny był credit score, którego nie mieliśmy! No co za naród!
I wydawać by się mogło, że wybraliśmy dużą międzynarodową firmę, która logiką kieruje się w każdym państwie - T-mobile. Pani odesłała nas z przysłowiowym kwitkiem i powiedziała, żebyśmy wrócili za 3 miesiące, wtedy już na pewno będziemy mieli jakiś credit score i będziemy mogli sobie kupić to co chcemy. Mieliśmy żyć przez 3 miesiące bez amerykańskiego numeru i bez telefonu. Przecież jeśli chcesz cokolwiek załatwić, to musisz jakoś zadzwonić, czy ktoś musi mieć z Tobą kontakt. Jakaś paranoja!
Drugi operator AT&T na szczęście poszedł nam na rękę. Oczywiście nie obyło się bez sprawdzania credit score, ale wzięli od nas depozyt i sprzedali telefony bez większego zająknięcia.
Teraz wiem, że w przypadku T-mobile od razu wołałabym managera, który najprawdopodobniej coś by poradził na nasz problem i obyłoby się bez przykrych sytuacji. Wtedy o tym jeszcze nie wiedzieliśmy.

Przez sytuację z zakupem telefonów zrozumieliśmy, że nasz schemat działania z Polski, jeśli chodzi o zarządzanie pieniędzmi, tutaj nie będzie się sprawdzał. Trzeba kupować jak najwięcej rzeczy na kredyt, żeby budować swoją historię, aby uniknąć takich cyrków w przyszłości.

Podpytaliśmy się znajomych o co chodzi dokładniej z tym credit score. Wszyscy nam udzielili niemal jednakowej odpowiedzi - oni do końca sami nie wiedzą jak to działa, ale na pewno im więcej używasz kart kredytowych, tym szybciej budujesz swoją historię. No tak, logiczne:)
Ochoczo więc wyruszyliśmy do naszego amerykańskiego banku po karty kredytowe. I znów odbiliśmy się od ściany. Pomimo, wpływu gotówki, jakiś ruchów na koncie, bank nie może nam wydać kart kredytowych. Dlaczego? Tak, tak, tak! Bo nie mamy credit score!!!!!! Jakieś błędne koło! Jakiś koszmar!
Poczytaliśmy na internecie jak Amerykanie budują swoje historie kredytowe i się okazało, że to jest jeden z poważniejszych problemów wszystkich imigrantów, a także ludzi młodych, którzy dopiero co zaczynają swoje dorosłe życie. Najłatwiej zacząć budować swój credit score będąc "podpiętym" pod konto rodziców, dzięki czemu można dostać kartę kredytową. Okres studiów jest wystarczająco długi, żeby po nim dostać już swoją niezależną kartę. Niestety takie rozwiązanie było zupełnie nieprzydatne dla nas i niemożliwe do realizacji:)
Po rozmowie w banku i przedstawieniu naszego problemu okazało się, że możemy wyrobić taką "oszukaną" kartę kredytową (secured card), która pomoże budować nasz credit score, ale trochę wolniej niż normalna karta. Bierzemy!
Musieliśmy wpłacić pewną kwotę depozytu i do jego wysokości otrzymaliśmy limit kredytowy naszych nowych kart. Uff...udało się :)
Dzięki temu zaczęliśmy istnieć w systemach bankowych. Po jakimś czasie (około 4 miesiącach) zaczęto nas zasypywać reklamówkami i ofertami kart kredytowych z różnych miejsc, co oznaczało, że wartość naszego credit score rośnie.

OK, ale ile tak naprawdę ta wartość wynosi? Czy wydawanie pieniędzy taką kartą pozwala budować dobrą wartość takiego kredytu, czy złą? Znów nikt nie potrafił nam nic sensownego doradzić :( 
Długo siedzieliśmy w internecie, rozmawialiśmy ze znajomymi i w banku i jakoś te wszystkie informacje zaczęły się nam układać w całość, którą w tym momencie rozumiemy chyba nawet lepiej od niektórych ludzi mieszkających tutaj już od dłuższego czasu.

Credit score, to tak naprawdę pewna wartość liczbowa, na którą składa się kilka czynników, m.in. liczba kart kredytowych, liczba kont w banku i jak długo są otwarte, liczba kredytów i kart, jak używa się kart kredytowych (najlepiej nie przekraczać 10% limitu), spłacanie kart i kredytów na czas, brak długów, i uwaga - każde sprawdzenie wartości credit score w różnych instytucjach! Każde takie sprawdzenie obniża wartość credit score o kilka punktów. Czyli takie sprawdzanie naszego credit score przy próbie zakupu telefonów już nam popsuło jego wartość, pomimo, że jeszcze go nie mieliśmy:) ponieważ zapisało się w historii. Znów rodzi się pytanie - gdzie jest sens i logika?

Szacowaną wartość credit score można sprawdzić na stronie creditkarma.com. Dobry credit score jest w granicach 640-700 punktów, bardzo dobry powyżej 700, a idealny powyżej 750. Dlaczego by się nie wypiąć, olać te wartości i po prostu wydawać kasę z konta i w nosie mieć wszystkie te zależności?
Nie warto!
W którymś momencie naszego życia przyjdzie taki czas, że będzie nam zależało na jego wysokiej wartości - zakup mieszkania, czy nowego auta na kredyt (super jeśli Cię stać na zakup takich rzeczy bez zaciągania kredytu - gratuluje smykałki do przedsiębiorczości, albo bogatych rodziców). Wtedy nasz olewczy stosunek się na nas zemści dotkliwie. To czy udzielą nam kredytu i na jakiej zasadzie jest zależne od wartości credit score. Wiadomo, że im lepszy credit score, tym niższe oprocentowanie, bo można nam zaufać. Po co więc przepłacać jeśli można zaoszczędzić? :) 
Jeszcze jedna istotna różnica pomiędzy polską historią kredytową, a tą amerykańska jest taka, że w Stanach taki kredyt jest "oddzielnym tworem", tzn, nie jest powiązany tylko z Twoim bankiem, ale ma on zasięg globalny. Zmiana banku i prowadzenie tam grzecznie nowego rachunku na wiele nie pomoże jeśli się wcześniej "narozrabiało" (historia długo pamięta...wybacza, ale jest pamiętliwa). Musisz więc szanować swoją historię i mocno o nią dbać.

Co jeszcze przemawia za używaniem kart kredytowych?
Jedna bardzo, ale to bardzo dobra rzecz. To BANK odpowiada za pieniążki w przypadku nieautoryzowanego  użycia naszej karty. To BANK ponosi koszty kradzieży numeru karty i jej użycia. Używając karty debetowej w przypadku kradzieży jej danych stracimy NASZĄ gotówkę. Bezpieczniej jest więc używać kart kredytowych, budując przy okazji credit score. 
Kilka dni temu mieliśmy sytuację, gdy ktoś ukradł nam numer mojej karty kredytowej i dokonał zakupów. Jeden telefon do banku i szybkie wyjaśnienie sytuacji. Bank anulował podejrzane transakcje, od razu wysłał nową kartę przepraszając jeszcze przy tym za kłopot i powstałe niedogodności. Z mojej strony zero stresów, zero problemów i zmartwień :) 

Już nie dziwę się tak jak kiedyś, że Amerykanów zalewają kredyty. Oni są po prostu zmuszeni do takiej formy zakupów, ale jednocześnie mają zagwarantowane bezpieczeństwo w przypadku kradzieży kart. Pomimo słabo rozwiniętej bankowości internetowej, czeków, kilkudniowych przelewów czuję się jednak zdecydowanie bezpieczniej obracając swoją/nieswoją gotówką przy codziennych transakcjach. System jest inny, ale tak jak wszystko ma swoje plusy i minusy, albo jak to kiedyś ktoś powiedział ma plusy dodatnie i plusy ujemne.
Jest po prostu inaczej i trzeba się do tego przyzwyczaić.


Komentarze

  1. Witam. Chciałbym dowiedzieć się czegoś na temat pracy, znam angielski w stponiu komunikatywnym (bez problemu dogaduje się z Anglikiem przez telefon). Czy po przybyciu do USA bez problemu znajdę pracę która pozwoli mi wynająć mieszkanie, utrzymać auto i zdobywać kolejne doświadczenia które pozwolą mi się wspinać po szczeblach kariery?;) Mam wyższe wykształcenie, zarobki na poziomie 8tys zł/ miesięcznie ale od zawsze marzyliśmy o tym aby zamieszkać w stanach i chcemy spełnić to marzenie. Z góry dziękuje za odpowiedzi. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Blog na prawdę bardzo ciekawy, przeczytałem wszystkie wpisy, pomimo tego, że kilka informacji o Stanach już znam, to czytanie sprawiało mi przyjemność. Na pewno będę stałym czytelnikiem, czekam na kolejne wpisy! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny, blog, dużo cennych informacji. Czytam każdego posta. Interesuje mnie kwestia telefonu komórkowego. Napisaliście ze poprzyjezdzie chcieliście wymienić aparaty telefoniczne telefoniczne na nowe... Proszę napiszcie czy to dlatego że aparaty z Polski typu Samsung S4 mogą nie działać z amerykańskimi kartami? Czy w USA są opcje kart prepaid i czy np działają tylko po rejestracji danych osobowych, czy kupuje się je w sklepie i doładowuje do woli bez rejestracji...?

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasze telefony mimo ze byly dosyc stare, dzialaly częściowo po przyjezdzie do USA - moglismy dzwonic i wysylac smsy (GSM) oraz surfowac po sieci korzystając z dosyc wolnego EDGE. Okazalo sie ze nasze telefony mialy inne pasmo dla 3G niz tutjeszy T-mobile (którego wybraliśmy na operatora). Mysle, ze Twoj telefon bedzie dzialal przynajmniej tak jak nasze (GSM + EDGE). Jesli pasma Twojego telefonu pokryja sie z pasmem tutejszego operatora 3G, a moze nawet i 4G to wszystko powinno dzialac. Na wiki jest pelna tabelka pasm dla roznych modeli (sekcja Mobile variants). Domyslam sie ze Twoja wersja to GT-I9500, mozesz porownac szczegoly z roznymi amerykasnkimi wersjami.
    Kupujac karte sim do telefonu zawsze bedziesz musial podac swoje dane. Nie mozna tu kupic karty w kiosku jak w Polsce (moze dlatego ze nie ma tutaj kioskow ;)). Jesli przyjezdzasz tu jako turysta najlatwiej bedzie kupic karte w jednej z duzych sieci (koszt zakupu karty $15). Bedzie sie wiazalo to z wykupieniem miesiecznego pakietu nieograniczonych rozmow wraz z wybranym pakietem danych (ok $50 za miesiac). Alternatywnie jest duzo malych operatorów, ale trzeba sie troche postarac aby ich karte znalezc i kupic. W linku znajdziesz zestawienie operatorow: http://www.pcmag.com/article2/0,2817,2375644,00.asp
    Mamy nadzieję, że nasza odpowiedz trochę naświetliła Ci sprawę. Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  5. hej, czytam Waszego bloga ponieważ ja Wy wylosowaliśmy zielone karty. Tylko wylądowaliśmy w LA :). Możecie się podzielić informacją w jakim banku otworzyliście na miejscu konto i dostaliście te "wirtualne" karty? Czy możecie coś polecić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konto zalozylismy w Wells Fargo - nie robilismy jakiegos wiekszego rozeznania, wiec nie wiemy czy jest ono jakies super, nam pasowało i mielismy blisko do oddziału (co jest istotne, bo czesciej niz w PL wyplaca się kasę z bankomatów tylko swojego banku). W tym samym banku zalozylismy secured credit cards. Na credit score wpływa ilość otwartych rachunków (kart kredytowych) i jak dlugo sie je ma-nie oplaca się zmieniac co chwila i aplikować o wiele. Jesli potrzebujecie jakiś innych informacji odezwijcie sie do nas na FB. Pozdrawiamy!

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Campingi

Nasze posty miały się już skończyć, ale ostatnio w naszym życiu sporo podróżujemy po campingach. Nasze wyprawy zrodziły wiele pytań od znajomych i przyjaciół. Postanowiliśmy więc opisać troszkę jak takie amerykańskie biwaki wyglądają, bo jednak różnią się one od tych, które przeżyliśmy w Polsce.
Zanim zacznę opis, chce jeszcze raz podkreślić, że nie jesteśmy ekspertami od campingów. Na pewno w internecie można znaleźć sporo poradników jak podróżować po stanach z namiotem, gdzie jest najtaniej, najlepiej i w ogóle. Chcemy jednak opisać wyjazd z perspektywy "Zielonych", bo sporo rzeczy nas zaskoczyło.
Nie wiemy jak jest w innych stanach, ale w naszym i na pewno w sąsiednim Oregonie, campingi to bardzo popularny sposób na spędzenie czasu oraz obcowanie z natura. Chyba śmiało możemy pokusić się o stwierdzenie, że Amerykanie kochają campingi, namioty, przyczepy i czasami taki sposób spania/podróżowania traktują jako pomysł na życie, albo jego część (emerytura).
Naszą każdą przyg…

Jak zostać zielonym w Ameryce?

Wydawać by się mogło,że legalna emigracja do Ameryki jest bardzo prosta. Wydawać by się mogło... 

Żeby się tutaj dostać trzeba przebrnąć przez szereg spotkań i wypełnić sporo dokumentów. Ameryka w przeciwieństwie do krajów UE wymaga posiadania od nas wizy, albo turystycznej jeśli jedziemy tylko na nią popatrzeć, albo wizy pracowniczej sponsorowanej przez pracodawcę, albo właśnie zielonej karty (green card) jeśli chcemy tutaj osiedlić się lub pracować. Nam udało się z green card i dzięki niej postanowiliśmy związać nasze życie z tym krajem. Dlatego mówimy na siebie, że jesteśmy ZIELONI ale też dlatego, że wciąż poznajemy ten kraj i zwyczaje jakie w nim panują.
Green card udało nam się dostać dzięki loterii wizowej organizowanej przez amerykańska ambasadę w PL. Loteria ma to do siebie, że jest losowa. Musieliśmy spełniać jakieś wymogi aby nasz udział w niej był ważny, ale jak to się uda, to o dalszej części decyduje już naprawdę los. Żeby zwiększyć nasze szanse w losowaniu "wysłaliśmy…